czwartek, 12 września 2013

Prolog.


Piękne słodkie, słoneczne popołudnie. Ptaszki śpiewają, pieski szczekają i cholerna sąsiadka stoi przy płocie i szczerzy się jak popieprzona. Boże nienawidzę jej. Ciekawe z czego się tak cieszy? Och no tak z tego że wyprowadzamy się na jakieś zadupie. Cholera kogo ja teraz będę denerwować?
-Grace, mogłabyś ruszyć swoje cztery litery i znieść walizkę na dół?!-krzyknęła matka z dołu. Boże dlaczego wszyscy tak mi działają na nerwy.
-Już ide!!-wzięłam moją olbrzymią i ciężką walizkę i postawiłam przy samochodzie. Nic więcej nie mam zamiaru robić, oni chcą się wyprowadzać to niech pakują te wszystkie pierdoły i ładują do samochodu. Wszyscy latają od rana jak nienormalni. Co to jest? Wyprowadzka czy jakiś głupi konkurs kto pierwszy załaduje cały dom do samochodu? Ten kto wygra otrzyma bardzo twardego i solidnego kopa w tyłek.
-Nareszcie się wyprowadzają. Choroby psychicznej można było przez nich dostać. Och nareszcie doczekałam się tej szczęśliwej chwili. Od teraz będzie cisza i spokój. Ten mały smarkacz i ta złośliwa smarkula nie będą mi psuć nerwów.-usłyszałam wnerwiający głos starej baby z naprzeciwka.
-Och proszę pani ja także się ciesze.-podeszłam do jej płotu.-Nie będę musiała słuchać twojego wkurzającego głosu ani miauczenia twojego białego koto-szczura. Niech pani sobie zapamięta na zawsze że będę ciebie Rozalio pamiętała jako zgniłą, wścibską i przemądrzałą staruchę która roznosi fałszywe plotki wszystkim w okolicy. Pewnie się zastanawiasz gdzie ten twój kot się podziewa. Otóż przychodzi do nas na podwórko, uciekając przed tobą.
-Jak śmiesz ty niewychowany bachorze!-dodała z oburzeniem.
-A i jeszcze jedno proszę pani. Ostatnio bardzo byłam głodna i z pańskiego kota zrobiłam pasztet. Smakował naprawdę obrzydliwie. Mhm-zacmokałam z rozbawieniem w palce.-Jeszcze trochę zostało jeśli by pani chciała? Naprawdę bardzo zachęcam, smakuje jak zgniła skarpetka i spleśniała pizza spod łóżka Dave 'a. Więc powinno pani smakować.-uśmiechnęłam się słodko a staruszka ze niedowierzania szeroko otworzyła oczy i usta.
-Mój boże! Racuś kotku gdzie jesteś?-krzyknęła Rozalia i biegiem ruszyła się w kierunku swojego domu. Haha to jest naprawdę komiczne widzieć jak biega.
-Grace, proszę zostaw tą biedną staruszkę w spokoju!-krzyknął tata zza samochodu.
-Tato, ale ja przecież nic jej nie zrobiłam.-powiedziałam kierując się do domu. Na kanapie w salonie siedział psychol Dave z....moim telefonem w ręku. Ze co?!!
-Dave idioto oddaj ten telefon!-wydarłam się na co ten podniósł na mnie rozbawiony wzrok.
-Nie, najpierw mnie złap!-powiedział śmiejąc się jak porąbany. Nic nie mówiąc puściłam się w bieg tym samym łapiąc go i zadziwiając.
-Boże kobieto szybka jesteś.-wyrwałam mu telefon i z uśmiechem satysfakcji ruszyłam na zewnątrz. Wsiadłam do samochodu, włożyłam słuchawki do uszu. Najbardziej z tego wszystkiego będę tęsknić za kumplami ze szkoły. Zamknęłam oczy powoli odpływając...


I oto jest prolog. Mam nadzieje że zainteresował was chociaż odrobinkę. Bede baaarco szczęłślifa jerzeli zostaficie dla mnie jakiś komentasz. Z wielką radością zapraszam was w krainę mojej historii...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz