piątek, 20 września 2013

Rozdział 1



Obudziłam się. Charakterystyczny dźwięk jadącego samochodu i w słuchawkach ciągle gra muzyka to znaczy że jeszcze nie jesteśmy na miejscu. Poczułam czyjś oddech przy uchu i . . .
-WSTAWAJ!-usłyszałam przerażająco głośny krzyk Dave'a. Boże przecież mam słuchawki w uszach i muzyka leci.
-Nie drzyj ryja smarku!-wyciągnęłam z uszu słuchawki i spojrzałam na głupkowatą minę chłopaka obok mnie.
-Za chwilę będziemy.-powiedziała spokojnie mama. Co? To jej nie bolą uszy od tego wrzasku?
-Grace, szminka ci się rozmazała.-odrzekł Dave, na co jak histeryczka zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu lusterka i chusteczki.
-Zaraz.-przerwałam poszukiwania.-przecież ja się nie maluje szminką.-spojrzałam na Dave'a który jak na zawołanie zaczął się śmiać jak opętany. Czy już mówiłam jak bardzo go nienawidzę? Nie? To teraz mówię
-Mamoo kiedy będziemy? Ja z nim tu nie wytrzymam!
-Jeszcze chwile Grace. 10 minut i będziemy na miejscu.-odpowiedział tata.
-Mam nadzieje bo kto by wytrzymał a klatce razem z tą małpą.-wskazałam na tą  nieziemską istote siedzącą obok mnie. Jak ja go nienawidzę. Złowieszcza i wredna małpa-skarciłam Dave'a w myślach. Wyglądałam z nudów przez okno auta. Nagle ujrzałam tabliczkę a na niej biały napis Obrem. Po jakiejś chwili zaczęły pojawiać się drewniane i ceglane budynki. To miasteczko jest urządzone w zachodnim stylu. Podoba mi się. Na ulicy co chwilę przechodzili ludzie starzy, młodzi, dzieci. Gdy zobaczyłam faceta jadącego na brązowym koniu zdałam sobie sprawę że od jakiegoś roku nie jeździłam na koniu. Po tym jak zdechła moja Narcyzia przestałam jeździć. Po jakiś nudnych 5 minutach wjechaliśmy przez wysoką żelazną bramę i później jak się okazało prowadzącą do dużego, ładnego domu. Muszę przyznać że jest tu całkiem fajnie. Gdy tata się zatrzymał szybko wysiadłam z samochodu i pognałam do mojego nowego domu. Otworzyłam drzwi, powoli rozejrzałam się. Po prawej jest kuchnia połączona z salonem, po lewej łazienka i sypialnia. Wspięłam się na górę. Znajdują się tam 3 sypialnie i jeszcze jakieś schody prowadzące piętro wyżej. Wspięłam się i otworzyłam drzwi. Gdy zobaczyłam co się tam znajduje uśmiech sam wwędrował mi na twarz. Na przeciwko drzwi cała ściana jest jednym wielkim oknem, podeszłam do niej i wyszłam na balkon. Rozejrzałam się po okolicy i w oddali ujrzałam niebieściutkie morze i piaszczystą plaże. Z powrotem weszłam do środka nie zdając sobie sprawy z tego że uśmiech nie znika mi z twarzy. Ładnie tu, podoba mi się. Wolnym krokiem zeszłam na dół do rodziców.
-Tato gdzie są moje mebla ze starego pokoju?
-O właśnie są.-wskazał na wielki tir parkujący przed wejściem.-zaraz ktoś wniesie twoje meble do pokoju.- I co wybrałaś sobie jakiś?
-No pewnie, kopara wam opadnie jak zobaczycie mój nowy pokój.-oznajmiłam i wyszłam na zewnątrz.

Następny dzień
Ranek, godz 8:40

Zdrowo przeciągnęłam się na łóżku, powoli budząc się. Mój nowy pokój jest zajebisty. Najbardziej podoba mi się prezent od rodziców. Dostałam piękne, białe pianino. Uwielbiam ich. Wczoraj był dla mnie naprawdę ciężki dzień. Ściany w moim pokoju pomalowałam na morski kolor, układanie mebli po swojemu, układanie ubrań itd. A najlepsze jest to że plecy mnie tak bardzo nie bolą. Na środku pokoju leży wielki zielony dywan z długimi włoskami, po mojej prawej stoi niewielka meblościanka z laptopem i innymi pierdółkami oraz drzwi prowadzące do niewielkiej łazienki. Po lewej stronie stoi duża szafa z wielkim lustrem i średnich rozmiarów toaletką ze wszystkimi moimi kosmetykami i biżuterią a okno zasłania wielka miętowa zasłona. Wyspana wstałam z łóżka, po czym udałam się do łazienki. Wykonałam szybki, poranny prysznic, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w to KLIK i zeszłam na dół bo poczułam burczenie w brzuchu. W kuchni stała mama przygotowująca śniadanie i śpiewająca coś pod nosem.
-Hej mamo!-przywitałam się. To plan taki pożeram szybko śniadanie, zadzieram kiece i lece zwiedzić okolice. Mam nadzieje że nie karze mi wziąć ze sobą tego opryszka Dave'a.
-Cześć Grace. Siadaj śniadanie gotowe.-oznajmiła mama podsuwając mi talerz z tostami.
-Dzięki. Zjem to i idę pochodzić po okolicy.
-Dobrze, a może weźmiesz ze sob......
-Nie mamo ide sama.-przerwałam czekając na jej reakcje. Zazwyczaj kłóciła się ze mną bym zabrała Dave'a ale teraz to mnie zaskoczyła.
-Ok.-uśmiechnęła się miło i usiadła koło mnie zajadając pierwszego tosta.
-Dzięki, to ja już idę. -złapałam ostatniego tosta w rękę i wyszłam z kuchni. Założyłam buty, wzięłam torebkę i opuściłam dom. Szłam powoli chodnikiem rozglądając się co chwilę. Skręciłam w prawo i weszłam do parku. Sporo tu ludzi jak na takie małe miasteczko. Zaszłam jeszcze do jakiejś kawiarni i zakupiłam kawę. Boże, jaka pyszna. Jeszcze nigdy nie piłam tak dobrej kawy, Jezu jest przepyszna, jak pachnie. Co chwilę piję ją i zachwalam i tak na zmianę. W pewnym momencie wpadłam na kogoś i moja prawie cała kawa wylała się na kogoś.
-Kurwa, może byś trochę uważał jak łazisz. Idiota,  a taka pyszna była tak kawa.-spojrzałam się w górę i zobaczyłam wkurzonego chłopaka. Jest wytatuowany oraz ma kolczyka w wardze, nosie i brwi. Trochę strasznie wygląda.
-Ja mam uważać? To ty na mnie wpadłaś i do kurwy nędzy jeszcze oblałaś mój ulubiony T-shirt kawą.-odpowiedział wkurzony. Jezu wygląda jak jakiś gangster haha i trochę śmiesznie. Ale muszę przyznać niezła z niego dupa.
-Haha to jest twój ulubiony T-shirt? Wygląda jakbyś go w śmietniku znalazł i wyciął pod pachami.-serio ale on jest seksownie-słodko-śliczny.
-Bardzo śmieszne kurwa, on był droższy od tej twojej złotej bransoletki.-dotknął moją jedyną pamiątkę po babci, a ja wyszarpnęłam szybko dłoń.
-Po pierwsze to ona jest bezcenna, a twój T-shirt był tańszy od kawy która jest teraz na nim.-zdenerwował mnie ale nadal sądzę że jest boski. Wbił swoje zielone oczy w moje i patrzył na nie z uwagą. Uniosłam wysoko jedną brew i też patrzyłam na niego. Po sekundzie uśmiechnął się szeroko i gapił się tak na mnie jak idiota, jak seksowny idiota.-Co się tak szczerzysz? Właśnie obraziłam twoją brzydką koszulkę.-powiedziałam nie odrywając od niego oczu. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Śliczna jesteś masz ochotę trochę się zabawić?.-spytał po chwili na co tym razem uniosłam obydwie brwi do góry i lekko się zarumieniłam.
-Tak jestem śliczna i nie nie mam ochoty się zabawić.
-Jaka skromna-zaśmiał się słodko, chodź na takiego nie wygląda.
-Ale i tak masz odkupić mi kawę.
-Wiem, a ty masz mi uprać koszulkę.
-Wolę odkupić.-uśmiechnęłam się lekko.
-Nie masz mi ją uprać.-zdjął koszulkę i podał mi ją. Rozszerzyłam oczy i utkwiłam je na jego umięśnionym torsie. O cholender jaka klata! Każda laska się na niego gapi, nie dziwie się im-jest sexy.
-Okey.
-Jak się nazywasz? Chyba jesteś nowa w tym mieście bo nigdy wcześniej cię tu nie widziałem a takiej ślicznotki bym nie przegapił.
-Barnaba Świroson, a ty?-haha nie no, kocham się tak przedstawiać.
-Harry Styles, a teraz powiedz swoje prawdziwe imię.-zaśmiał się i spojrzał na mnie wyczekująco.
-Grace Adams.-odpowiedziałam.- A teraz idziemy po kawę dla mnie.
-Ok, znam miejsce gdzie robią pyszne kawy.
-Nie ja chcę taką samą jaką miałam.
-Ale tam są lepsze.-wskazał kawiarnie po drugiej stronie ulicy.
-Nie bo tam są lepsze.-wskazałam na budynek gdzie kupiłam pyszny napój.
-Ok to kupimy tą kawę jaką ja chcę, tą jaką ty i porównamy która lepsza.
-Dobra, ale ja i tak wiem że tamta jest najlepsza.
-A ja wiem że tamta gdzie ja kupuje jest najlepsza.
-Dobra chodź najpierw po tą twoją.
-Ok.-idziemy powoli i gadamy o jakiś pierdołkach. Kupiliśmy kawę jaką chciał Harry w kawiarni "Flower" i taką jaką chciałam ja w "Golden Rose". Usiedliśmy na ławce w parku. Harry jest naprawdę miły, tylko jego wygląd nie za bardzo.
-Mmm przepyszna ta kawa-zaczęłam zachwalać napój co chwilę biorąc łyk.
-Dobra daj spróbować bo zaraz całą wypijesz.-wziął ode mnie kubek kawy a ja od niego. Zrobiłam łyk. Hmm nie jest taka zła.
-Może być, ale moja i tak jest lepsza.-powiedziałam i spojrzałam na chłopaka który pił moją kawę i pił.
-Jezu mówiłaś prawdę ta kawa jest przepyszna.
-Dobra oddaj już mi ją.-próbowałam odebrać od niego papierowy kubek z kawą ale ten nagle wstał i zaczął uciekać.
-Nie oddam ci jej bo jest za pyszna!-krzyknął i śmiejąc się w głos. Wybuchłam głośnym niekontrolowanym śmiechem i pobiegłam za nim. W końcu złapałam go opartego o drzewa i dyszącego ze zmęczenia.
-Przestań tak dyszeć bo na świecie tlenu zabraknie.-puknęłam palcem w jego ramię na co się odwrócił z wielkim wyszczerzem na twarzy.-Oddaj mi ją.
-Ok, oddam ci ją za całusa.-zrobił z ust dźubek i spojrzał na mnie wyczekująco.
-Nie, oddawaj.-podał mi.- Wszystko mi wypiłeś.-oznajmiłam z oburzeniem i spojrzałam się na niego z miną zbitego psa.
-Sory.-przyznał i lekko się uśmiechnął.
-Wiesz co? Lubię cię.-powiedziałam zanim zasłoniłam sobie buzie ręką.
-Ja ciebie też. Wydajesz się inna od tych dziewczyn które ja znam...
-W jakim sensie inna?
-Oczywiście w dobrym sensie, bardzo dobrym.
-Pewnie nie możesz się od nich uwolnić?
-Dlaczego tak myślisz?
-Bo wiesz jesteś całkiem przystojny.-dobrze że nie słyszysz moich myśli bo cię przez nie gwałcę.
-A ty bardzo śliczna.-zarumieniłam się lekko. Dużo osób mi mówi że jestem ładna, ale nigdy nie usłyszałam tego od kogoś takiego jak Harry. On również jest inny-wyjątkowy. Tak to jest właściwe określenie.
-Chyba muszę się już zbierać. Miałam tylko zwiedzić okolice a nie ma mnie już z 5 godzin.-zachichotałam, wyjęłam telefon z kieszeni i zobaczyłam 21 nieodebranych połączeń od mamy i 18 od taty.-Cholera.-wybrałam numer rodzicielki. Pierwszy sygnał, drugi...
-Boże Grace gdzież ty się podziewasz?!-wydarła się mama do telefonu tak że musiałam odsunąć go od ucha o jakieś 10 centymetrów.
-Nic mi nie jest po prostu strasznie zaciekawiło mnie to piękne miasto i nie zauważyłam że minęło już tyle czasu.-Harry zachichotał cicho.
-Kiedy masz zamiar wrócić do domu?
-Nie wiem jakoś nad ranem? Przenocuje się na ławce w parku z moim nowym kolegą bezdomnym który za bardzo opił się kawy i nie chce zasnąć. To pa.
-Grace Naomi Adams nie żartuj tak sobie, natychmiast wracaj do domu bo dostaniesz szlaban na samym początku wakacji.-powiedziała surowym głosem, że aż śmiać mi się zachciało. Specjalnie użyła moich dwóch imion bo wie jak bardzo tego nienawidzę.
-Ahoj droga kochana matko będę w domu za godzinkę. Żegnaj.-rozłączyłam się zanim coś powie.
-Za godzinkę? A co będziesz w tym czasie robić? Możesz przenocować u mnie w domu, w moim łóżku ze mną.-powiedział rozbawiony chłopak.
-Jeśli oto ci chodzi to nigdy nie zamierzam iść z tobą do łóżka.
-Jeśli nie chcesz w łóżku możemy pod prysznicem, albo na kanapie...
-Nigdy.
-Nigdy nie mów nigdy kochaniutka. Pierwsza wepchasz mi się do łóżka.
-Haha chyba pomyliłeś mnie z jakąś swoją dziwką.-zagotowałam się ze złości. Czy on właśnie mnie obraził?
-Nie sypiam z dziwkami bo są za łatwe, a ty jesteś w sam raz.
-Spierdalaj zboczeńcu.
-Co mówiłaś?-zobaczyłam jak na policzkach ze złości zrobiły mu się czerwone wypieki, a jego szczęka była mocno zaciśnięta.
-Tak powiedziałam że jesteś pierdolonym zboczeńcem.-przycisnął mnie do pobliskiego drzewa i wbił swoje wściekłe spojrzenie we mnie. Zaczynam się go bać...

_________________________________________________

DOBRA 1 ROZDZIAŁ ZA MNĄ! Teraz będzie z górki mam nadzieję. Chciałam jeszcze dodać że zawiodłam się na sobie. Myślałam że lepiej napiszę ten rozdział :'C
~.~.~.~.~
Jestem także bardzo smutaśna. Z jakiego powodu? Z powodu koncertu 1D. Czegoś tu nie rozumiem....te wszystkie akcje na tt, starania, łzy tylko po to by zwrócić na siebie uwagę chłopaków. Te wszystkie starania się nie liczą? Należy nam się ten koncert! Żaden kraj tak bardzo nie pragnie tego koncertu jak Polska. Chodź także trochę wątpie że dodali tak mało krajów. Nawet Niemiec nie ma. Mam nadzieje że będą stopniowo dodawać po kilka krajów i znajdzie się wśród nich Polska. Lofciamm was <33 byee

czwartek, 12 września 2013

Prolog.


Piękne słodkie, słoneczne popołudnie. Ptaszki śpiewają, pieski szczekają i cholerna sąsiadka stoi przy płocie i szczerzy się jak popieprzona. Boże nienawidzę jej. Ciekawe z czego się tak cieszy? Och no tak z tego że wyprowadzamy się na jakieś zadupie. Cholera kogo ja teraz będę denerwować?
-Grace, mogłabyś ruszyć swoje cztery litery i znieść walizkę na dół?!-krzyknęła matka z dołu. Boże dlaczego wszyscy tak mi działają na nerwy.
-Już ide!!-wzięłam moją olbrzymią i ciężką walizkę i postawiłam przy samochodzie. Nic więcej nie mam zamiaru robić, oni chcą się wyprowadzać to niech pakują te wszystkie pierdoły i ładują do samochodu. Wszyscy latają od rana jak nienormalni. Co to jest? Wyprowadzka czy jakiś głupi konkurs kto pierwszy załaduje cały dom do samochodu? Ten kto wygra otrzyma bardzo twardego i solidnego kopa w tyłek.
-Nareszcie się wyprowadzają. Choroby psychicznej można było przez nich dostać. Och nareszcie doczekałam się tej szczęśliwej chwili. Od teraz będzie cisza i spokój. Ten mały smarkacz i ta złośliwa smarkula nie będą mi psuć nerwów.-usłyszałam wnerwiający głos starej baby z naprzeciwka.
-Och proszę pani ja także się ciesze.-podeszłam do jej płotu.-Nie będę musiała słuchać twojego wkurzającego głosu ani miauczenia twojego białego koto-szczura. Niech pani sobie zapamięta na zawsze że będę ciebie Rozalio pamiętała jako zgniłą, wścibską i przemądrzałą staruchę która roznosi fałszywe plotki wszystkim w okolicy. Pewnie się zastanawiasz gdzie ten twój kot się podziewa. Otóż przychodzi do nas na podwórko, uciekając przed tobą.
-Jak śmiesz ty niewychowany bachorze!-dodała z oburzeniem.
-A i jeszcze jedno proszę pani. Ostatnio bardzo byłam głodna i z pańskiego kota zrobiłam pasztet. Smakował naprawdę obrzydliwie. Mhm-zacmokałam z rozbawieniem w palce.-Jeszcze trochę zostało jeśli by pani chciała? Naprawdę bardzo zachęcam, smakuje jak zgniła skarpetka i spleśniała pizza spod łóżka Dave 'a. Więc powinno pani smakować.-uśmiechnęłam się słodko a staruszka ze niedowierzania szeroko otworzyła oczy i usta.
-Mój boże! Racuś kotku gdzie jesteś?-krzyknęła Rozalia i biegiem ruszyła się w kierunku swojego domu. Haha to jest naprawdę komiczne widzieć jak biega.
-Grace, proszę zostaw tą biedną staruszkę w spokoju!-krzyknął tata zza samochodu.
-Tato, ale ja przecież nic jej nie zrobiłam.-powiedziałam kierując się do domu. Na kanapie w salonie siedział psychol Dave z....moim telefonem w ręku. Ze co?!!
-Dave idioto oddaj ten telefon!-wydarłam się na co ten podniósł na mnie rozbawiony wzrok.
-Nie, najpierw mnie złap!-powiedział śmiejąc się jak porąbany. Nic nie mówiąc puściłam się w bieg tym samym łapiąc go i zadziwiając.
-Boże kobieto szybka jesteś.-wyrwałam mu telefon i z uśmiechem satysfakcji ruszyłam na zewnątrz. Wsiadłam do samochodu, włożyłam słuchawki do uszu. Najbardziej z tego wszystkiego będę tęsknić za kumplami ze szkoły. Zamknęłam oczy powoli odpływając...


I oto jest prolog. Mam nadzieje że zainteresował was chociaż odrobinkę. Bede baaarco szczęłślifa jerzeli zostaficie dla mnie jakiś komentasz. Z wielką radością zapraszam was w krainę mojej historii...

Powitanie i bohaterowie.


Witam was na moim blogu. Myślę że spodoba się wam moje opowiadanie. Opowiada ono o szesnastolatce która wraz z rodzicami wyprowadza się do małego miasteczka Obrem (wymyślone przeze mnie^^ ) w USA. Jest to typowe wiejskie i niewielkie miasteczko. Grace gdyż tak się nazywa poznaje tam pewnego przystojnego i niebezpiecznego chłopaka. Gra na elektrycznej gitarze w garażowym zespole The Death wraz z kolegami- Niall'em, Tom'em, Samem i koleżanką Alex. Wracając do Grace. Dziewczyna jest zabawna, łatwo zawiera nowe znajomości, odważna, lekko wulgarna, złośliwa, kłótliwa, szalona, wścibska, uparta i przede wszystkim zbuntowana. On jest niebezpieczny, wulgarny, nieugięty, wredny, oschły, irytujący, ale także potrafi być romantyczny, zabawny i kochający. To chyba na tyle takie małe przedstawienie głównych bohaterów opowiadania. Jutro (albo dziś) powinien pojawić się prolog ;) Będę naprawdę BARDZO szczęśliwa jeżeli zostawicie pod tym postem jakiś znak czy będziecie to czytać czy coś. Oczywiście nie naciskam, ale naprawdę bardzo bym się z tego powodu ucieszyła...


                                                        Grace Naomi Adams (16 l.)


                                                              Harry Styles (18 l.)





                                                          Kate i Eric Adams (obydwoje 37 l.)


                                                               Dave Arthur Adams (12 l.)



Z czasem w rozdziałach pojawią się nowi bohaterowie...